logo logo

Samsung QLED Q7C, czyli kropka kwantowa w moim domu

pierwsze uruchomienie Samsung QLED Q7C
Samsung QLED 65Q7C - pierwsze uruchomienie

Ostatnio miałem przyjemność testować jeden z wyposażonych w kropki kwantowe telewizorów Samsunga, czyli zakrzywiony model Q7C z kończącej się właśnie linii modelowej na 2017. Poniżej parę słów na jego temat – z perspektywy użytkownika plazmy, użytkownika Android TV, gracza. Nie z perspektywy profesjonalnego testera – po pomiary i szczegółowe raporty kalibracyjne zapraszam do Piotrka i Maćka na HDTV Polska.

Pierwsze wrażenia

Montaż telewizora był, jak zwykle, bardzo prosty – kilka śrubek między podstawą i łącznikiem oraz między łącznikiem a samym panelem. Przewód zasilający panel-gniazdko, drugi przewód one-connect-gniazdko i połączenie one-connect box z panelem. Amplituner do gniazda HDMI 2 (bo tam jest ARC, zwrotny kanał audio), PS4 do któregoś HDMI, Nexus Player podobnie. Nie pamiętam nawet, którego, bo nie muszę – o tym w akapicie o Tizenie.

65″ to kawał telewizora na dwóch metrach, pomyślałem po ustawieniu go na meblu (z reguły od ekranu 50″ dzieli mnie 230cm, ale mój ST60 wisi). Szybko jednak zmieniłem zdanie – 65″ to idealny ekran na tę odległość. Nie było żadnego efektu meczu tenisowego, gdzie trzeba co chwila ruszać głową w tę i z powrotem. Nie było żadnego zmęczenia wzroku itd. Była za to fenomenalna imersja. No, ale to dotyczyć będzie każdego ekranu w tym rozmiarze, a pisać miałem o QLEDzie.

Była to też pierwsza okazja na dłuższe przebywanie z dużym zakrzywionym ekranem – jednak między monitorem 27″, a telewizorem 65″ jest pewna różnica. I szczerze? Nie widziałem różnicy. Ani na plus – żadnego większego uczucia głębi itp., ani na minus – wykrzywionych linii, które powinny być proste, czy innych tego typu artefaktów. Zakrzywienie znika po kilkunastu minutach oglądania.

Jakość obrazu

Powiem wprost. Bałem się ekranu LCD. Jako posiadacz plazmy, jako miłośnik ekranów OLEDowych w telefonach – zwyczajnie się bałem. Świecącej czerni. Niskiego kontrastu. Bałem się nierównomierności, cloudingu, bandingu. Widziałem je na wielu wysokich modelach LED-LCD różnych producentów. Bałem się niesłusznie. A przypominam, że na stałe wisi u mnie plazma Panasonika.

Bałem się świecącej czerni. Niskiego kontrastu. Bałem się nierównomierności, cloudingu, bandingu. Niesłusznie. […] Czerń była wystarczająco czarna.

Nie zamierzam, rzecz jasna, twierdzić, że czerń była równie smolista i nieskończenie czarna, jak w OLEDzie. Muszę jednak przyznać, że Q7 bardzo miło mnie zaskoczył – korzystałem z niego zarówno za dnia, jak i w nocy – także przy wyłączonym świetle i sprawował się bardzo dobrze. Owszem, przy najbardziej ekstremalnych efektach HDR było widać delikatne rozświetlanie najczarniejszych fragmentów ekranu, ale najważniejsze dla mnie było to, że w niczym to nie przeszkadzało. Nie widziałem natomiast kompletnie śladów cloudingu i innych niedoskonałości technologii LED-LCD. Czerń była wystarczająco czarna. Zdecydowanie nie mają racji ci, którzy mówią o tym, że wyświetlacze ciekłokrystaliczne stoją w miejscu.

SDR

Q7 – jak, umówmy się, niemal każdy telewizor o odpowiednio mocnej specyfikacji (120Hz, dobre VA, porządne fabryczne ustawienia kolorów) – bardzo dobrze poradził sobie z wszelkimi treściami o standardowej dynamice tonalnej, jakie mu podrzucałem – od słabej jakości zripowanych filmów, przez przeciętnej jakości starsze tytuły z Netfliksa (np. Przyjaciele), po porządnej jakości Blu-raye. Czarny był za każdym razem czarny, kolory bardzo naturalne i stonowane, cały obraz był bardzo plastyczny i żywy. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że ustawienia kolorów w filmowym – a więc najlepszym fabrycznym – trybie obrazu były lepsze niż w mojej wiekowej już plazmie Panasonika.

Jedyne, z czym miałem przez pewien czas problem, to ruch. Sporo zajęło mi dobranie odpowiednich dla mnie ustawień układu kompensacji ruchu – Auto Motion Plus. Jednak po pewnym czasie walki z tymi dwoma suwakami (tryb auto to zdecydowanie zbyt silny efekt teatru/opery mydlanej), udało mi się je dobrze ustawić.

Świadomie nie podaję tu żadnych swoich ustawień, bo przypominam, że każdy panel jest inny i każdy telewizor należy ustawiać indywidualnie.

HDR

To tu Q7 naprawdę pokazał pazury. Już przy pierwszych scenach Wonder Woman z Ultra HD Blu-raya zbierałem szczękę z podłogi. Wcale nie przez oślepiające jasności, z czym zazwyczaj kojarzony jest obraz HDR. Nie, tym, co spowodowało u mnie takie zauroczenie był… Kolor trawy na Themiscyrze. Nigdy dotychczas nie spotkałem się z tak naturalnie odwzorowaną trawą, serio. Brzmi idiotycznie, ale to jedna z tych rzeczy, które trzeba zobaczyć. I jeden z powodów, dla których podkreślam, że to właśnie poszerzona paleta kolorów jest najistotniejsza w rewolucji Ultra HD. Wcale nie rozdzielczość, nawet nie wysokie jasności. Ale właśnie kolory.

Zauroczył mnie… Kolor trawy

Oczywiście, trawa w Wonder Woman nie była jedynym imponującym przykładem kolorów oferowanych przez kwantowe kropki tego panelu. Także niebo, woda, efekty wybuchów, strzałów, ognia robiły wrażenie. Niesamowity świat Altered Carbon Netfliksa. Piasek w Assassin’s Creed Origins. Zachodzące słońce, czy lakier samochodów w Gran Turismo na PS4 i Forzie na Xbox One X. Neony w Infamous: First Light. Woda, niebo, światła robotów, zorza polarna w Horizon Zero Dawn. Wszystkie te rzeczy były wręcz oszałamiająco piękne i nasycone, jednocześnie naturalne – nie były w żaden sposób przesaturowane.

QLED zaimponował mi również jasnością, jaką był w stanie pompować z panelu. Rzecz jasna niczego nie mierzyłem, bo nie mam do tego odpowiedniego sprzętu. Jeśli wierzyć jednak bardziej profesjonalnym testom (bo, umówmy się, te 1500 cd/m² ze specyfikacji to, no, marketing), te okolice tysiąca nitów wyciągał. I w wielu przypadkach było to oszałamiająco jasne w szczegółach. Były nawet ze dwa fragmenty w Wonder Woman, gdzie musiałem przymknąć oczy – zwłaszcza na efektach na dużej części ekranu pod koniec filmu

Były góra dwa momenty, gdy widziałem intensywną pracę podświetlania – nie oszukujmy się, jest to nie do uniknięcia przy jasnych efektach HDR i krawędziowym podświetleniu matrycy. Natomiast kluczowe jest to, że w żadnym stopniu mi to nie przeszkadzało, nie rozpraszało, nie odciągało uwagi od treści.

HDR to naprawdę największa rewolucja od wprowadzenia koloru do telewizji. Pal sześć te dodatkowe piksele. To, co naprawdę zachwyca, to większa ilość kolorów i efekty jasności. Po przejściu z powrotem na SDR można mieć wrażenie, że uruchomiło się czarno-biały telewizor.

Żałuję jedynie, że ekran nie jest jeszcze jaśniejszy. Chciałbym zobaczyć efekty HDR na wyświetlaczu klasy Dolby Pulsar, czy też ten ekran, który Sony pokazywało na CES 2018, zrobiony pod pełną specyfikację, osiągający jasność 10000 kandeli. QLED był bardzo jasny, ale nie był oślepiająco jasny. A patrzenie w odbicie afrykańskiego słońca w Nilu powinno oślepiać. Liczę, że za parę lat uda się zobaczyć choć te 4000 nitów na komercyjnym wyświetlaczu. Mam nadzieję, że normy energetyczne nie zabiją rozwoju HDR.



One-remote

Polubiłem te piloty, gdy tylko pojawiły się w ubiegłym roku. Bez niepotrzebnych przycisków. Prosty w obsłudze, uporządkowany, intuicyjny, zgrany z oprogramowaniem. Do tego bardzo elegancki, w całości aluminiowy, sprawiający bardzo premium wrażenie, jeśli jest to dla kogoś istotne. Dla mnie nie.

Sterowanie głosowe także zostało bardzo fajnie rozwiązane – mówiąc enable game mode mogłem włączać tryb gry, mogłem wyszukiwać interesujące mnie treści w Youtube (istotne, bo aplikacja ta dalej nie obsługuje sprzętowych klawiatur), zmieniać źródła mówiąc po prostu switch to playstation itd. Warto wspomnieć, że dalej nie mamy obsługi języka polskiego w rozpoznawaniu mowy. Dla mnie nie był to problem, bo jeśli nie muszę, nie korzystam z oprogramowania po polsku, jednak dla niektórych może to być istotne.

Bardzo fajną rzeczą była możliwość kontroli innych urządzeń, ale chyba nie wykraczało to ponad normalne możliwości HDMI-CEC.

Tizen

Krótka wersja: <3

Długa wersja: dobrze było wreszcie korzystać z mądrego smart tv. Tak jak przywykłem już do myśli, że nie trafię nigdy na dobre oprogramowanie, nauczyłem się po prosu wybierać oprogramowanie najmniej denerwujące. I tak, jak Android TV wkurza mnie regularnie kilka razy w tygodniu, tak Tizenowi nie zdarzyło się to ani razu przez te kilkanaście dni intensywnego korzystania.

Przede wszystkim – znowu w przeciwieństwie do Android TV – system jest po prostu przemyślany. Jest intuicyjny, niemal wszystko znajduje się tam, gdzie go szukamy.

Chcę wrócić do oglądania ostatniego odcinka Przyjaciół w Netfliksie? Najeżdżam na kafelek Netflix, strzałka w górę i już go oglądam. Nie muszę czekać na uruchomienie aplikacji, zjeżdżać do continue watching i wybierać ostatnio oglądanych rzeczy z listy. Uruchomię Prime Video, przerwę oglądanie i chcę wrócić do Youtube? Nie uruchamia się on od zera, tylko dokładnie w tym miejscu listy subskrypcji, w którym ją zostawiłem. Nawet po wyłączeniu telewizora. Wielozadaniowość pełną gębą.

Nie muszę zapamiętywać, do którego gniazda podłączyłem PS4, do którego Xbox One X, gdzie podłączony jest amplituner, bo system automatycznie nazwał je, odpowiednio, Playstation 4Xbox OneOnkyo. Dodał także odpowiednie piktogramy, co widać na zdjęciu. Uruchamiam tryb gry podczas wybranego źródła z konsolą? Telewizor zapamiętuje to i automatycznie przechodzi w tryb gry w momencie wybrania tego źródła.

Dobrze było wreszcie korzystać z mądrego smart tv. Tizen […] jest po prostu przemyślany

Chcę odpalić film z dysku sieciowego? Nie muszę wchodzić do sklepu, niczego pobierać, ustawiać, podawać IP. Naciskam domek, przechodzę do źródeł i moja lokalna chmura, Bespin, już tam jest. Tam też znajdują się wszelkie nośniki podłączone na USB, sparowane telefony udostępniające zdjęcia itd. Bo to przecież także są źródła! To wszystko jest tak jasne i trywialne, a jednak szokuje, że ktoś wreszcie na to wpadł. Aha! Korzystasz z któregoś źródła częściej, regularnie, np. swojej ulubionej konsoli, albo dysku sieciowego? Nic nie stoi na przeszkodzie, aby przypiąć go do głównego paska Tizena, między aplikacjami, aby nie musieć w ogóle odwiedzać menu źródeł. Można tak zrobić także np. z ulubionymi kanałami TV, jeśli w ogóle korzystamy z telewizji. Uwielbiam to. Jest jeszcze jedna sprawa, dla mnie bardzo istotna: nie oglądasz telewizji? Kafelek TV na żywo – jak każdy inny element – możesz po prostu usunąć, aby nie zaśmiecał Ci docka.

To, co także bardzo lubię – część ustawień możemy zmienić z poziomu głównego paska, bez wchodzenia do głównego menu telewizora. Chcę zmienić tryb obrazu z filmowego na jakiś dziwaczny? Domek, ustawienia, klik na tryb obrazu i jestem w koszmarnym dynamicznym, voilà. Bez szperania po menu. Chcę zmienić wyjście audio, bo nie potrzebuję w tym momencie potężnego dźwięku? Domek, ustawienia, strzałka w prawo na wyjście dźwięku, klik i używam głośników telewizora.

Fakt, nie zainstalujesz tu Kodi (choć były plany zrobienia portu na Tizena), czy innego odtwarzacza plików. Tylko pytanie, czy jest Ci to wszystko potrzebne? Obsługę odtwarzania z urządzeń sieciowych masz wbudowaną w systemie, w sklepie znajdziesz aplikacje do obsługi IPTV i innych streamów, natomiast przede wszystkim dostajesz tu bardzo bogatą ofertę aplikacji VOD, których brakuje m.in. w Android TV – jak chociażby HBO Go. Jeśli nie wystarczają Ci wbudowane możliwości streamingowe Tizena, zawsze możesz zainstalować Plex. Przynajmniej nie jest tak denerwujący jak Kodi.

Jedyne parę drobiazgów jest do poprawy – dlaczego tryb gry ukryty jest tak głęboko, gdzieś w menadżerze urządzeń w ustawieniach ogólnych? Powinien być dostępny jako kolejny tryb obrazu, ewentualnie jako przełącznik w szybkim menu. Momentami też – bardzo rzadko – zdarzały się przycięcia animacji, jednak nie było to nawet w najmniejszym stopniu frustrujące, zwłaszcza, jeśli korzystało się wcześniej z powolnego Android TV.

Powrót do Android TV był dla mnie naprawdę bolesny. Tizen to najmniej denerwujący system operacyjny, jakiego miałem możliwość używać. Czysta przyjemność.

Gry

Tym, do czego głównie wykorzystuję telewizor – poza streamingiem – są gry. Pisałem już, jak fajną sprawą jest automatyczne ustawianie trybu gry przy odpowiednich źródłach. Z profesjonalnych testów wynika, że telewizory UHD Samsunga mają input lag poniżej 20ms niezależnie od źródła – i, rzeczywiście, podczas gry nie odczuwałem żadnego, nawet najmniejszego opóźnienia. I dopiero przez QLEDa przekonałem się, że stosunkowo wysoki input lag mojej ST60 jest jednak odczuwalny. Dobrze, że nie gram w sieci, bo sprawiałoby mi to problemy.

Granie w 4K na Xbox One X

Kolega pożyczył mi Xbox One X, miałem więc możliwość pogrania w 4K – w Forzę, Gears of War, SW Battlefront II i parę innych tytułów. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie z nich są w pełni UHD, ale i tak były poważnie imponujące. Szczegółowość kokpitów w Forzie, modeli w Gearsach – wszystko to robiło wrażenie z tych moich dwóch metrów.

Granie na PS4

Mimo wszystko ciekawszym przeżyciem było korzystanie z PS4. Dlaczego? Bo miałem możliwość przekonania się, że nawet przy dwóch metrach do ekranu 65″ skalowanie jest wystarczająco dobre, by nie przeszkadzać w imersji przy graniu. I HDR w tych grach, które miałem przyjemność ograć na QLEDzie był bardziej imponujący. Horizon Zero Dawn wraz z dodatkiem Frozen Wilds, Gran Turismo Sport, Infamous First Light itd. – wszystko to wyglądało bajecznie, mimo niższej rozdzielczości, niż w tytułach z Xbox One X.

O graniu w SDR nie będę nic pisał, bo poza wielkością ekranu nic się tu nie zmienia.

Granie w HDR

Nic nie zrobiło na mnie jednak takiego wrażenia, jak granie w HDR i porównania z SDR. Efekty słońca, kolory, głębia i plastyka obrazu tak niesamowicie wpływały na imersję, że aż trudno było mi wrócić do grania na moim własnym telewizorze. Jak pisałem w akapicie o jakości obrazu – wyłączenie HDR na chwilę z poziomu ustawień konsoli powodowało wrażenie uruchomienia czarno-białego wyświetlacza. To naprawdę są aż takie różnice. Zresztą, zobaczcie sami na poniższych porównaniach. I pamiętajcie, że zarówno mój aparat, jak i większość Waszych ekranów nie jest w stanie oddać tego, co widziały moje oczy.




Steam Link

Sprawdziłem też, jak sprawuje się Steam Link. Konfiguracja była zadziwiająco bezproblemowa – uruchomiłem komputer ze Steamem, włączyłem aplikację Steam Link, podłączyłem pada od Xboksa do gniazda USB w one-connect boksie i już mogłem wybrać komputer z listy, a następnie wybrane, obsługujące pada gry. Odpaliłem Mafię III, jako pierwsze, co mi się nawinęło i niestety, przy komputerze podłączonym przez Wi-Fi opóźnienie było na tyle duże, że trudno było grać. Gdy obydwa urządzenia, tj. komputer i telewizor, podłączone były do sieci przewodami – było zauważalne, ale dało się swobodnie grać w single player.

HDR w streamingu i Ultra HD Blu-ray

Sprawdzałem HDR z kilku źródeł streamingowych. Poza demówkami z Youtube (kultowa już Kostaryka) sprawdzałem różne tytuły z Netfliksa (m.in. Altered Carbon, drugi sezon Marco Polo, Daredevil), Prime Video (Mozart in the Jungle, The Grand Tour, Man in the High Castle). Efekty były po prostu oszałamiające. I to wszystko dostępne za grosze miesięczne w internecie.

Już wcześniej opisywałem, jak duże wrażenie zrobił na mnie film Wonder Woman oglądany z płyty ultra HD Blu-ray. Był to niestety jedyny film, jaki miałem okazję obejrzeć na tym nośniku. Powtórzę jednak – szczegółowość, kolory, dynamika tonalna – oczarowały mnie. Przy okazji propsy dla Xbox One X za cichą pracę – oglądanie filmu na nim nie denerwowało głośną pracą, jak ma to miejsce przy PS4.

Polubiłem kropkę

Powtórzę – naprawdę bałem się testowania telewizora z panelem LCD. I także powtórzę – niesłusznie. QLED Q7C oczarował mnie swoim całościowym podejściem, nie tylko jakością obrazu. Wrażenie zrobiło zarówno bezramkowy design, jak i one-connect na przezroczystym przewodzie (choć szkoda, że wymaga drugiego przewodu zasilającego), niemalże doskonały Tizen, świetne filtry redukujące odbicia. Jasne, czarny nie był idealnie czarny jak w OLEDzie. Tak, zdarzało się widzieć pracę podświetlenia. Tobie może to przeszkadzać, wtedy nie jest to produkt dla Ciebie. Ja jednak dzięki QLEDowi przestałem bać się telewizorów LCD. A z mojej perspektywy to już dużo.

W zasadzie powinienem znielubić QLEDa. Przez niego przestaję lubić swoją obecną plazmę. I przekonałem się, że na moich dwóch metrach planowany w tym miejscu telewizor 55″ będzie za mały. Muszę przesiąść się na 65″.

Chcesz o coś zapytać? O czymś zapomniałem? W czymś się pomyliłem? Zapraszam do pytań i dyskusji w komentarzach.

Na koniec jeszcze kilka porównań HDR i SDR:










A teraz pora na wino. Smacznego.